„Zdjął marynarkę i przewrócił ją na lewą stronę, włożył korki w buty, usunął wąsik i szkła kontaktowe, po czym wyszedł na korytarz. Nie obejrzał się, bo jedynym widokiem, jaki miał przed oczyma — czyby się obejrzał, czy też nie — była postać skulona na ziemi, z uśmiechem na twarzy. Z uśmiechem, dzięki przypadkowemu skurczowi mięśni... dzięki okrutnemu przypadkowi, który miał na wieki naznaczyć piętnem jego widzenie, wewnętrzną jaźń.
Zszedł po schodach, w mrok nocy, nie spiesząc się.
Ruszył w stronę parku nie czując nic w środku, jeśli nie liczyć owej odwiecznej, chłodnej zgryzoty, zawsze towarzyszącej jego sukcesom. Jak sobie przypomniał, kiedyś uważał, że to uczucie wynika z przekonania, iż łup jest taki niewielki. Tym razem musiałby się dobrze zastanowić, by wymyślić większy.
Jego niebo uciskało go w czaszkę i w kark. Uważał na każdy krok i wiedział, jaki będzie krok następny.
Było bardzo ciemno.
Znalazł właściwą drogę i kamień milowy pod mostem. Ludzie, których mijał, nie zwracali na niego uwagi. Kiedy był zupełnie pewien, że nikt go nie obserwuje, wśliznął się w gąszcz i przedostał na łąkę. Znalazł opadający grzbiet, który wiódł w dół od krawędzi parowu, i zszedł nim wyczuwając drogę głównie mięśniami nóg i słuchem. Dobył igielnika, bo lepiej było mieć go w ręku i nie potrzebować, aniżeli potrzebować i nie mieć; poruszał się cicho, bowiem istniało coś takiego, jak statystyczne nieprawdopodobieństwo, a kiedy już dotarł do miejsca bezpośrednio nad kryjówką łodzi, położył się na brzegu i leżał nieruchomo, nasłuchując. “(13)


firma budowalna mimremont |miedź |konta rapidshare